2 listopada 2025 | Ewelina Marek

31 października ukazał się szósty studyjny album Florence + The Machine – Everybody Scream. – To był idealny moment, żeby go wypuścić – mówi Florence Welch o wydaniu płyty w Halloween, symbolicznym dniu, kiedy zasłona między żywymi a umarłymi jest najcieńsza. I rzeczywiście, każdy utwór z nowej płyty pulsuje cienką linią między dwoma sferami – sacrum i profanum.
W tekstach utworów artystka otwarcie mówi o cenie kariery i wczesnej sławy, ale też o dramatycznych doświadczeniach, które wstrząsnęły jej życiem. – Przeszłam poważną operację ratującą życie, miałam ciążę pozamaciczną… To doświadczenia, które na zawsze zmieniły moje spojrzenie na świat i na siebie – przyznała w rozmowie z Zanem Lowem dla Apple Music . Ten ból wnika w każdy temat: równowagę między życiem a ambicją, pasją a pragnieniami osobistymi. – Najbliżej śmierci byłam wtedy, gdy chciałam dać życie. – Z bólu, krwi i cichego przerażenia narodził się album, który nie tylko opowiada o traumie, ale rozszczepia ją, oczyszcza i zamienia w zaklęcie.
Nie oznacza to braku humoru i ironii: w „One of the Greats” artystka śpiewa o ograniczeniach dla kobiet w muzyce, balansując między złością a śmiechem. – Czasem zazdroszczę mężczyznom – wszystko, co robią, wydaje się takie łatwe i cool. Florence potrafi więc być zarówno surowa, jak i zabawna, a jej refleksje o przeszłości i współpracy z mentorami – jak James Ford czy Nick Cave – pokazują, że Welch porusza się po świecie muzyki z precyzją i wdziękiem.
Florence Welch pracuje inaczej niż wielu współczesnych muzyków. Zazwyczaj przychodzi do studia z gotowym już tekstem. – A potem trzeba stworzyć z muzyki kino, wizualnie pokazać to, co mówi piosenka – wyznała w wywiadzie dla magazynu Rolling Stone. Właśnie dzięki temu każdy utwór jest jak miniatura filmu – pełna obrazów, emocji i narracji. Artystka otwarcie mówi o cenie swojej kariery i wczesnej sławy. – W młodym wieku dostałam całą tę uwagę, a przez kolejne 15 lat próbowałam udowodnić, że na nią zasługuję. Ta refleksja wnika głęboko w tematy albumu: równowaga między życiem a ambicją, pasją a pragnieniami osobistymi. – Chciałam sprawdzić, czy mogę mieć rodzinę… Ale czy to w jakiś sposób nie odbierze mi czegoś innego, co też bardzo chciałabym mieć? – pyta retorycznie, odsłaniając dramat osobisty, który przewija się w utworach.
Na tej płycie Florence Welch nie boi się poddać większej sile. – Poddaję się czemuś, co jest ode mnie większe. I to pozwala wykonywać trochę nieludzkie rzeczy – mówi, odnosząc się zarówno do procesu twórczego, jak i scenicznego. To właśnie na scenie artystka odnajduje kontrolę i siłę, nawet w chwilach ekstremalnego kryzysu.
W najnowszym materiale słychać też echa starożytnych mitów, amerykańskiego folku lat 70., a także fascynację archiwami Instytutu Warburga – miejscem, w którym Florence godzinami studiowała symbolikę magii i kobiecości. Nie bez powodu Jej nowa muzyka jest jak rytuał oczyszczający: mroczna, pełna furii, a jednocześnie przenikliwie piękna.
W albumie przewija się też wątek wspólnoty i empatii: Jedynym darem w przeżyciu czegoś strasznego jest to, że możesz objąć kogoś, kto też przez to przeszedł – tłumaczy Welch. Piosenki stają się w ten sposób swoistym mostem między artystką a słuchaczem.
Tematy życia, śmierci, ziemi i natury nadają albumowi niemal mitologiczny wymiar. – To wszystko stało się tak bardzo o życiu i śmierci, o ziemi i naturze… o krzyku tego wszystkiego, o tej nierówności, tej niesprawiedliwości – mówi Welch.
Florence Welch znalazła też wreszcie wewnętrzny spokój w relacji z publicznością: Teraz wiem, dla kogo to jest i myślę, że coś się w tym zmieniło… Naprawdę mnie to nie obchodzi, bo wiem, ile mnie to kosztowało. I fatycznie, poczucie pewności i własnej wartości przenika każdy dźwięk, sprawiając, że album staje się nie tylko manifestem artystycznym, ale także intymnym zapisem życia artystki.
Ten album to nie tylko muzyka. To patetyczne, wręcz teatralne przeżycie. Florence Welch pokazuje, że jej głos nie jest jedynie instrumentem, ale sposobem na katharsis i dosłowne odrodzenie. To płyta, która przyciąga swoją szczerością, intensywnością i głębią emocji.
