Siedem głów, trzy głosy, jedna legenda. Helloween po raz kolejny udowadnia, że potrafi łączyć epickość metalu z filozoficzną refleksją. Giants and Monsters to album, który nie tylko kontynuuje sukces poprzednika, ale też pokazuje, że heavy metal w 2025 roku może być świeży, organiczny i pełen ducha.

Kiedy w 2017 roku Helloween zjednoczył siły w trasie Pumpkins United, fani liczyli na coś więcej niż tylko sentymentalny powrót. Cztery lata później grupa wydała album imienny, teraz czas na Giants and Monsters – płytę nagraną w atmosferze twórczej swobody i pełnej współpracy.
To drugi album Helloween nagrany w siedmioosobowym składzie, w którym spotkali się muzycy z różnych epok zespołu. Na froncie stoją trzej wokaliści – Michael Kiske, Andi Deris i Kai Hansen – każdy o innej barwie, innym podejściu do śpiewania i energii scenicznej. Gitary tworzą trio Michael Weikath, Kai Hansen i Sascha Gerstner, odpowiedzialne za większość kompozycji i riffów, basem niezmiennie porywa Markus Grosskopf, a za perkusyjną partię od lat odpowiada Daniel Löble.
Jaki efekt powstał ze współpracy legendarnego składu?
Michael Kiske w rozmowie z Robertem Cavuto podkreślał, że to nie był powrót na siłę do przeszłości:
– „To nie była świadoma decyzja, żeby wracać do brzmienia z lat 80. – tak po prostu wyszło. Jesteśmy w bardzo twórczej fazie, mamy materiału tyle, że moglibyśmy zrobić Giants and Monsters II”.
Nie tylko muzyka, ale i teksty trzymają spójną linię, nawet jeśli nikt tego nie planował. – „Dopiero na sesji odsłuchowej z dziennikarzami zauważyliśmy, że teksty mają wspólną linię – duchowość, pytania o sens. Może to przez czasy, które są szalone. Kiedy świat na zewnątrz straszy, ludzie szukają wewnętrznego centrum” – dodaje Kiske.
Marcus Grosskopf z kolei patrzy na album bardziej od strony symboliki i energii zespołu. W rozmowie dla LookMag powiedział:
– „Każdy człowiek nosi w sobie potwora. Musisz walczyć ze swoimi potworami, ze swoimi słabościami, chorobami, trudnościami. Każdy z nas jest gigantem”.
Dla basisty równie ważna jest różnorodność, którą wnosi praca w kolektywie. – „Jeśli w zespole jest wielu twórców, powstaje ogromna różnorodność materiału… Możesz usłyszeć jeden utwór, a potem przeskoczyć do następnego i brzmi zupełnie inaczej. I to właśnie uwielbiam” (źródło LookMag).
Potwory ludzkości i duchowa walka
Zespół tekstowo od lat komentuje rzeczywistość. Nowy album to portret współczesnego świata, w którym każdy z nas nosi w sobie giganta i potwora.
Giants and Monsters symbolicznie opowiada o człowieku – istocie zdolnej do wielkich czynów, ale i destrukcji. Teksty poruszają problemy społeczne, kryzysy systemowe, a także osobiste doświadczenia. A Little Is A Little Too Much, pierwotnie pisany z myślą o Kiske, ma rockowy, bezpośredni charakter i pokazuje, jak pozornie małe decyzje mogą prowadzić do katastrof.
Into The Sun, nagrany przy poprzedniej sesji, początkowo miał być żartobliwym numerem o orgazmie, ale przerodził się w refleksję o reinkarnacji i przemijaniu. Hand of God mierzy się z tematem śmierci i sprawiedliwości – Sascha Gerstner pokazuje kres życia jako moment prawdy i transformacji. Savior of the World to klasycznie rozbudowany, wieloczęściowy numer bliski klimatom Queen czy Savatage.
Natomiast This Is Tokyo to ukłon w stronę japońskich fanów, którzy zawsze przyjmowali Helloween z entuzjazmem, ale też wspomnienie trzęsienia ziemi w Osace i chwili, gdy zespół otarł się o śmierć. Na tle tej powagi wyróżnia się Majestic – utwór o życiu na innych planetach, balansujący między science fiction a duchowością. Całość zamyka Universe (Gravity For Hearts) – jeden z najbardziej emocjonalnych kawałków w historii zespołu.
Metal z nadzieją
Pod względem muzycznym zespół stawia na różnorodność. Obok epickich kompozycji pojawiają się numery prostsze, rockowe i bezpośrednie. Nowością są chóralne wątki wokalne, które dodają kilku numerom epickiego rozmachu. Trzej wokaliści dzielą się partiami zgodnie z intuicją – bez rywalizacji, raczej z myślą o tym, kto najlepiej poczuje dany numer. Kiske imponuje mocą i czystością głosu, Deris wnosi rockową chrypkę i bezpośredniość, a Hansen – oldschoolową energię.
Produkcją zajęli się Charlie Bauerfeind i Dennis Ward, którzy zadbali o to, by nagrania łączyły nowoczesność z klasycznym, organicznym brzmieniem. Bauerfeind eksperymentował z perkusją, a Ward dopilnował sekcji basowej i spójności całości.
Bardzo wymowna jest też okładka z Pumpkinmanem walczącym z potworami – obrazową sugestią, że muzyka Helloween to nie ucieczka w mrok, ale walka o nadzieję i światło.
